- Strona główna
- Case studies
- Oferta jako link, który mówi handlowcowi, czy klient ją przeczytał
Oferta jako link, który mówi handlowcowi, czy klient ją przeczytał
Zbudowaliśmy to najpierw dla siebie, w jeden dzień. Zamiast PDF-a w załączniku klient dostaje link, a notatka o otwarciu ląduje w HubSpocie.
3 min czytania
- Klient
- Software house
- Branża
- SaaS / Sales Tools
- Zakres
- Dedykowane systemy i integracje API
- Czas realizacji
- 1 dzień
Kto to był i co go bolało
Ten system zbudowaliśmy najpierw dla siebie i uważamy, że to jego najmocniejszy punkt. Zanim zaproponujemy komuś narzędzie, chcemy wiedzieć, jak się go używa na co dzień przez kilka miesięcy, a nie jak wygląda na prezentacji.
Problem był nasz własny i banalnie zwyczajny. Oferta szła do klienta jako PDF w załączniku i w tym momencie kończyła się wszelka wiedza o niej. Nie wiadomo, czy klient ją otworzył. Nie wiadomo, czy przeczytał całość, czy zerknął na pierwszą stronę i zamknął. Nie wiadomo, czy przekazał ją komuś dalej.
Praktyczny skutek jest taki, że kontakt po ofercie robi się na ślepo. Piszesz po trzech dniach, bo tak wypada, a nie dlatego, że wiesz cokolwiek o zaangażowaniu drugiej strony. Czasem trafiasz do kogoś, kto nawet nie otworzył załącznika, a czasem odpuszczasz komuś, kto wracał do oferty trzy razy w ciągu tygodnia. Jedno i drugie kosztuje.
Gotowe narzędzia do wysyłania ofert istnieją i część z nich robi tracking dobrze. Odpadły u nas z dwóch powodów. Po pierwsze, rozliczają się od użytkownika i za funkcję, której potrzebowaliśmy w jednym miejscu, płacilibyśmy co miesiąc za cały zespół. Po drugie, chcieliśmy, żeby informacja o otwarciu lądowała jako notatka przy konkretnej firmie w HubSpocie, a nie w osobnym panelu, do którego trzeba pamiętać zajrzeć. Wersja, którą zbudowaliśmy sami, powstała w jeden dzień i nie kosztuje nas nic w utrzymaniu.
Co zrobiliśmy
Oferta przestała być plikiem, a stała się stroną. Każda dostaje własny, losowy i nieindeksowany adres. Klient klika w link w mailu i czyta ofertę w przeglądarce, na telefonie albo na komputerze, bez pobierania czegokolwiek.
W tle chodzi śledzenie. Rejestrujemy otwarcia, czas spędzony na ofercie i to, jak daleko klient przewinął dokument, bo różnica między zerknięciem na wstęp a dojściem do cennika jest tu najważniejszą informacją.
Trzeci element to połączenie z HubSpotem. Po otwarciu oferty przy odpowiednim rekordzie w CRM pojawia się notatka: kto oglądał, kiedy i na jakim urządzeniu. To zamyka pętlę, bo handlowiec dostaje wiedzę tam, gdzie i tak pracuje, zamiast musieć sprawdzać osobne narzędzie.
Czwarta rzecz to prywatność i wygasanie. Linki są losowe i nieindeksowane, więc nie da się ich znaleźć w wyszukiwarce ani zgadnąć. Oferty mają datę ważności, po której zamiast treści wyświetla się informacja o nieaktualności. Dzięki temu cennik sprzed roku nie krąży po rynku.
Technicznie stoi to na Next.js 15 w App Routerze, dane leżą w Supabase na PostgreSQL z regułami dostępu na poziomie wierszy, hosting i warstwa brzegowa to Vercel, a z CRM gadamy przez interfejs HubSpota w wersji trzeciej.
Jak to działa dzisiaj
Zbudowanie działającej wersji zajęło jeden dzień. Ofertę przygotowuje się jako stronę, generuje link i wysyła go w mailu zamiast załącznika. Od tego momentu system pracuje sam.
Handlowiec widzi, czy oferta została otwarta, ile czasu klient na niej spędził i jak daleko doszedł. Notatka pojawia się w CRM automatycznie, więc rozmowa kontrolna ma konkretny punkt zaczepienia. Po dacie ważności link przestaje pokazywać treść.
Co z tego wyszło
Cały system powstał w mniej niż jeden dzień. Śledzenie ofert jest w pełni automatyczne, nikt nie odnotowuje niczego ręcznie. Koszty utrzymania infrastruktury wynoszą zero złotych, bo wszystko mieści się w darmowych progach użytych usług. Dane o otwarciach trafiają do HubSpota na bieżąco.
Co zrobilibyśmy inaczej
Za dużo uwagi poświęciliśmy na starcie samym liczbom, a za mało temu, kiedy handlowiec ma je zobaczyć. Sam czas spędzony na ofercie niewiele znaczy, jeśli nikt nie patrzy w panel, więc to notatka w CRM okazała się częścią, która naprawdę zmieniła sposób pracy, i od niej trzeba było zacząć. Druga rzecz to głębokość przewinięcia. Mierzymy ją, ale interpretacja bywa myląca, bo klient potrafi przewinąć całość w dziesięć sekund i niczego nie przeczytać. Następnym razem od razu wiążemy ten sygnał z czasem, zamiast pokazywać go osobno. Trzecia uwaga: skoro narzędzie przechowuje oferty klientów, zasady ich wygasania i usuwania warto ustalić na początku, a nie dokładać je później.
Podobne wdrożenia
Jeden panel zamiast pięciu otwartych zakładek w agencji
Agencja marketingowa dostała jeden widok, w którym obok dealów i projektów stoją budżety klientów, wpłaty i zaległości.
Panel, który rozlicza serwisantów zamiast arkusza w Excelu
Firma serwisowa z ponad dziesięcioma technikami w terenie przestała liczyć gotówkę, paliwo i parkingi ręcznie. Salda liczą się same.