- Strona główna
- Case studies
- Baza niemieckich instalatorów klimatyzacji zbudowana od zera pod eksport
Baza niemieckich instalatorów klimatyzacji zbudowana od zera pod eksport
Ponad 580 zweryfikowanych niemieckich firm B2B z adresami e-mail, danymi rejestrowymi i oceną dopasowania, dostarczonych partiami w kilka dni.
3 min czytania
- Klient
- Dystrybutor B2B (HVAC)
- Branża
- Dystrybucja B2B / Eksport / E-commerce
- Zakres
- Agenty sprzedażowe i lead gen
- Czas realizacji
- kilka dni
Kto to był i co go bolało
Klient to polski dystrybutor B2B z branży HVAC - sprzedaje akcesoria montażowe do klimatyzacji. W kraju radził sobie dobrze i chciał wejść z tym samym asortymentem na rynek niemieckojęzyczny. Sprzedaż eksportowa już wtedy istniała, ale działała przypadkiem: ktoś trafił na ofertę, kupił raz i znikał. Nie było ani powtarzalnego klienta, ani powtarzalnego sposobu na jego znalezienie.
Odbiorca, którego szukaliśmy, jest bardzo konkretny. To mały albo średni instalator klimatyzacji, który dodatkowo sprzedaje przez internet - własnym sklepem albo kontem na dużej platformie handlowej. Duże hurtownie odpadały, bo mają własne kanały zakupu. Jednoosobowe ekipy montażowe bez sprzedaży online też, bo biorą za małe ilości. Trafienie w ten wąski pas wymagało czegoś więcej niż wpisania branży w wyszukiwarkę firm.
Do tego doszła sprawa wiarygodności danych. Handlowiec, który dostaje listę z martwymi adresami, przestaje jej ufać po dwóch dniach i wraca do swoich metod. Bez weryfikacji maili i numerów rejestrowych cała robota poszłaby do kosza. Ostatni problem był czysto techniczny: te same firmy siedzą w kilku kanałach naraz, mają własny sklep i jednocześnie konto na platformie, więc powtarzały się na liście pod różnymi nazwami.
Co zrobiliśmy
Pierwszym krokiem była szczegółowa persona zakupowa, rozpisana od razu z frazami w języku niemieckim, bo to one decydują o tym, czy w ogóle znajdziemy właściwe firmy. Do persony dołożyliśmy prostą rubrykę punktacji A, B i C, żeby każda pozyskana firma miała jasną etykietę dopasowania, a nie tylko wpis w tabeli.
Pozyskiwanie i scalanie danych zrobiliśmy w Pythonie. Część firm przyszła z API platform handlowych, część z kontrolowanego pobierania danych z niemieckich sklepów internetowych. Potem szła deduplikacja i odsiew podmiotów, które formalnie sprzedają na tym rynku, ale wysyłają towar skądinąd - dla klienta nie miały wartości.
Kolejna warstwa to wzbogacanie i weryfikacja. Dociągaliśmy dane rejestrowe, w tym numer VAT, i sprawdzaliśmy adresy e-mail, także te imienne, żeby wiadomość nie szła w próżnię. Do każdej firmy dopisywaliśmy powód kontaktu i gotowy pierwszy akapit wiadomości, oparty na tym, co ta konkretna firma sprzedaje. Wszystko trafiało do arkusza, a cały przebieg chodził cyklicznie na dedykowanym hoście.
Dostawę rozbiliśmy na partie. Najpierw poszła darmowa próbka pokazowa, żeby klient zobaczył, jak wyglądają rekordy i czy zgadza się z naszym rozumieniem jego idealnego klienta. Po akceptacji ruszyły kolejne partie po kilkaset zweryfikowanych firm.
Jak to działa dzisiaj
Handlowiec eksportowy otwiera arkusz i widzi firmę, jej kanał sprzedaży, dane rejestrowe, adres kontaktowy, ocenę dopasowania i powód, dla którego w ogóle warto się odezwać. Nie musi już zgadywać, czy trafił na hurtownię, czy na jednoosobowy montaż. Praca po jego stronie zaczyna się od pisania wiadomości, a nie od szukania adresata.
Całość zamknęła się w kilku dniach. To był świadomy wybór modelu pracy - zamiast budować klientowi narzędzie do samodzielnego szukania, dostarczyliśmy gotowy, zweryfikowany materiał w partiach, które da się od razu obdzwonić.
Co z tego wyszło
Klient dostał ponad 580 zweryfikowanych firm B2B z rynku niemieckiego. 94 procent z nich ma adres e-mail, a 516 firm ma potwierdzony numer VAT, czyli USt-IdNr. Każdy rekord ma ocenę dopasowania do profilu w skali A, B lub C, więc kolejność kontaktu jest oczywista jeszcze przed pierwszym telefonem.
Ważniejsze od samej liczby jest to, że sprzedaż eksportowa przestała być loterią. Wiadomo, kto jest klientem, gdzie go szukać i jak wygląda dobry rekord.
Co zrobilibyśmy inaczej
Nie doceniliśmy deduplikacji. Scalanie po nazwie firmy wyglądało rozsądnie, dopóki nie okazało się, że ta sama spółka występuje na platformie pod nazwą sklepu, a we własnym serwisie pod nazwą rejestrową. Następnym razem od pierwszego dnia scalamy po numerze rejestrowym i domenie, a nazwę traktujemy tylko jako etykietę.
Druga rzecz to adresy ogólne kontra imienne. Rozdzieliliśmy je zbyt późno, a to zupełnie inna jakość kontaktu - wiadomość na skrzynkę ogólną i wiadomość do konkretnej osoby wymagają innej treści i innych oczekiwań co do odzewu. Trzecia sprawa dotyczy próbki: pokazaliśmy ją klientowi po zbudowaniu pierwszej pełnej partii, a powinniśmy po pierwszych kilkudziesięciu rekordach. Wcześniejsza informacja zwrotna o profilu klienta oszczędziłaby nam jednego pełnego przebiegu weryfikacji.
Podobne wdrożenia
Jak firma doradcza dostała cotygodniową listę firm ze świeżym sygnałem zakupowym
Zamiast ręcznego przeglądania prasy i rejestrów zespół sprzedaży zaczyna poniedziałek od gotowej listy firm, z oceną leada i przypisanym opiekunem.
Agent, który czyta komentarze na LinkedIn i wyławia ludzi z realną potrzebą
Software house odzyskał 10-15 godzin tygodniowo. Agent monitoruje posty liderów branży całą dobę i odrzuca 98 procent szumu, zanim ktokolwiek napisze wiadomość.